Blog towarzyszący do moich recenzji książek na portalu Paradoks.
Blog > Komentarze do wpisu

Recenzja książki "Niebezpieczny akwen" Larry'ego Bonda

Czy zdezelowany amerykański okręt podwodny jest w stanie wyprowadzić w pole całą rosyjską Flotę Północną? Czy kobieta na pokładzie przynosi pecha? A dwie kobiety? Bond, Larry Bond odpowie na te i inne pytania w powieści „Niebezpieczny akwen”.

Główny bohater powieści miał być wybitnym pilotem, ale mu się nie udało. W związku z tym postanowił zostać wybitnym podwodniakiem. Problem polegał jednak na tym, że wykorzystał przy okazji polityczne koneksje. Trafił na łódź podwodną, która lada dzień miała iść na żyletki, co oznacza, że załoga liczyła na kolejne, lepsze przydziały, poza tym wszyscy otrzymują niebezpieczną misję i jeszcze dwie kobiety na dokładkę. To nie wróży zbyt miłego początku służby, w momencie gdy pojawiają się podejrzenia, że protegowany „załatwił” sobie przygodę, krzyżując plany wszystkich dokoła. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że starsza stopniem część załogi patrzy na niego krzywo i wymaga więcej niż od innych. Nic dziwnego też, że bezpośredni podwładny nie zachowuje się zgodnie z zasadami. Z biegiem czasu jednak, okazuje się...

Okazuje się, że Larry Bond, który służył w marynarce wojennej, napisał kilkanaście książek, w tym debiut z Tomem Clancy „Czerwony sztorm”... okazuje się więc, że autor lubi wdawać się w detale techniczne. Nie jest to kłopot dla czytelników zainteresowanych wysokością przeciętnej rocznej dawki radiacji (0,15-0,2 remów), kosztem torpedy Mark48 (1,5 mln dolarów), czy ciśnieniem w rozdzielniku powietrza na łodzi podwodnej (7 atmosfer). Jeśli ktoś jednak woli samą akcję, może się srodze rozczarować. Akcja jak najbardziej jest, napięcie również. Przy czym to napięcie stopniowane jest między innymi poprzez opisy techniczne. Nie chcę w tym miejscu twierdzić, że „Niebezpieczny akwen” jest podobny do pamiętnego „Nad Niemenem” Elizy Orzeszkowej, ale trzeba jasno powiedzieć, że oboje korzystali z tego samego tricku. Larry Bond postarał się, żeby chociaż trochę usprawiedliwić występowanie opisów poprzez fakt, że na pokładzie pojawia się „nowy”, którego trzeba wprowadzić nie tylko w życie okrętu, ale też przygotować do egzaminu na podwodniaka. I w tym momencie należy policzyć autorowi na plus, że mimo rozwijającej się akcji nie zapomniał o tym, że bohater ma na głowie te egzaminy. Co jakiś czas wspomniane jest, że musi coś jeszcze przeczytać, douczyć się, jest odpytywany i ogólnie maltretowany przez oficerów. Zupełnie dodatkowo okręt płynie w stronę wód terytorialnych Rosji.

Motyw Amerykanów starających się podkraść informacje Rosjanom jest bardziej niż typowy. Jeśli jednak czytelnik przyjmie tą konwencję, wtedy może już dać się wciągnąć w alarmy ćwiczebne, spotkanie z Jego Królewską Wysokością Boreaszem, czy nurkowanie z pokładu zanurzonej łodzi podwodnej. Przyjemne jest również obserwowanie spięć między kapitanem a jego cywilnym pasażerem. Wliczone w to jest ustalanie, kto ma prawo decydować o przebiegu tajnej misji, wykrzykiwanie poleceń kapitanowi, czy ignorowanie zasad panujących na okręcie podwodnym. Wszystko okraszone jest anegdotami z życia podwodniaków, opisami technicznymi, a całość pławi się w sosie całkiem poprawnej narracji. Czasem pojawia się jednak jakaś literówka, gdzieś znika jakieś słowo. Ale książka wciąga i z przyjemnością czytelnik poznaje dalsze losy bohatera zmagającego się z niechęcią załogi. Chociaż tak naprawdę można się domyślić, jak te dalsze losy się potoczą i jak się skończy cała misja. Ciekawym dodatkiem są bezpośrednie nawiązania do kultury popularnej. Autor nie boi się zacytować znanych kwestii z „Gwiezdnych wojen”, czy wspomnieć innych klasyków fantastyki. Z pewnością wyszło mu to bardziej naturalnie niż Jackowi Piekarze w „Rycerzu kielichów”.

Larry Bond skonstruował książkę sensacyjną ze sprawdzonych elementów. Jest zimnowojenny motyw USA i Rosji jako wrogich sobie państw (zawsze można było wybrać na przeciwnika przykładowo Japonię), jest „nowy”, którego nikt nie lubi, i który musi udowadniać swoją wartość, jest również modny ostatnio temat stanowiący cel misji, występuje także konflikt na linii dwóch osadzonych na wysokich stanowiskach ludzi. Jednak autor dał się ponieść swojej fascynacji i dodatkowo poprzetykał to wspomnianymi wcześniej opisami technicznymi. Taka mieszanka może się nie podobać komuś, kto przeczytał setki książek sensacyjnych. Jednak dla osoby, która zaczyna tę przygodę, powieść Larry'ego Bonda stanowi świetny wstęp, właśnie dlatego, że zawiera wyżej wymienione składniki wspólne dla wielu innych książek sensacyjnych. I pojawia się w niej dużo opisów technicznych.

 

Recenzji w wersji oryginalnej, bez redakcji. Wersja po redakcji.

poniedziałek, 30 listopada 2009, inken

Polecane wpisy

  • O różowym kruku i powrocie

    Długo mnie tu nie było, zastanawiałam się też nad tym, czy nie skasować bloga (to takie modne przemyślenie blogerskie), ale doszłam do wniosku, że skoro statyst

  • Zima

    Chciałabym podziękować tym, którzy tu jeszcze zaglądają :-)

  • "Pierścień Borgiów" i jesienny kryzys

    Na portalu Paradoks pojawiła się recenzja „Pierścienia Borgiów” Michaela White'a . Przyznam, że raczej nie czekam z niecierpliwością na kolejny tom.

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
statystyka