Blog towarzyszący do moich recenzji książek na portalu Paradoks.
Blog > Komentarze do wpisu

Wersusy

Przyznam, że po aferze Jakub Ćwiek vs. Fabryka Słów, gdzie okazuje się, że problem z płatnościami odfabrycznymi ma więcej autorów (swoją drogą coś tam się słyszało, ale to odległe ploty były)... w każdym razie moja wiara w ludzi odrobinę się zachwiała. Najgorsze jest to, że potrafię zrozumieć postępowanie zarówno Fabryki jak i wczuć się w sytuację autorów.

poniedziałek, 11 stycznia 2010, inken

Polecane wpisy

  • Nominacje do Żuławia nastąpiły, i nie tylko

    Maciej Guzek "Trzeci Świat";Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław";Anna Kańtoch "Przedksiężycowi", t.1;Jarosław Grzędowicz "Pan Lodowego Ogrodu", t.3;Anna Brzezińsk

  • Ogólnofantastycznie

    Jakoś tak nic się nie dzieje na polu moich recenzji. Dwie mają dopiero się zawiesić. "Profesjonalny zwierzołak" i "Siedlisko". Generalnie książki do jednorazowe

  • Barwy życia!

    Kiedy spojrzałam dziś na listę książek, które można zrecenzować, okazało się po krótkim przeglądzie o czym mniej więcej są, że większość z nich to książki mało

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Przewodas, 188.33.230.*
2010/01/11 19:52:29
Pojęcia nie mam jak można było uwierzyć, że wydawcy fantastyki to anioły zesłane z nieba na ziemię, które zrobią wszystkim dobrze. Autorzy SF i fantasy kompletnie stracili instynkt portfelozachowawczy. Jak się chce debiutować i wydawać za wszelką cenę, to z jednej strony się kończy w roli Murzynów wykorzystywanych na plantacjach książek, a z drugiej następuje załamanie poziomu polskiej fantastyki wskutek masowego drukowania nieopierzonych debiutantów.

Doszło to tego, że wydawcy SF są ekonomicznie zainteresowani drukiem coraz gorszych autorów, bo łatwo ich przegnać i zastąpić jak zaczną stawiać warunki, a jakość nadrobi się ilością. (Czytelnicy i tak coraz mniej wymagający.)

Od lat, we własnym interesie finansowym wojowałem z próbami monopolizacji rynku, starałem się zachować niezależność i byłem za to wykpiwany (że np. wydaje mnie RS a nie Supernowa). Teraz mam naprawdę dużą schadenfreude!

A nie mówiłem! A nie mówiłem!! A nie mówiłem!!!
Było trzymać sztamę ze mną, zamiast przeciw mnie podlizywać się Kowalom, Runom i Fabrykantom. Teraz Przewodas śmieje się ostatni.

Wiesz już, panie Ćwiek, po co fantastyce potrzeba pieniaczy?
(Choćby po to, żebyś sam po sądach nie musiał łazić i wysłuchiwać żeś pieniacz...)
-
2010/01/12 08:16:03
Przewodas:
"Doszło to tego, że wydawcy SF są ekonomicznie zainteresowani drukiem coraz gorszych autorów, bo łatwo ich przegnać i zastąpić jak zaczną stawiać warunki, a jakość nadrobi się ilością. (Czytelnicy i tak coraz mniej wymagający.)"

Jak wynika z tego, co pisał na Zaginionej Biblioteczce AM, te coraz mniejsze wymagania czytelnicze nie są wcale takim pewnikiem, a wydawanie słabych jakościowo powieści mało doświadczonych autorów wcale nie musi okazać się dobrą polityką. Oczywiście, istnieje spora grupa czytelników pulpy, to raczej norma. Warto jednak zauważyć, że i podaż interesujących autorów wzrosła, co może świadczyć, że znajdują oni swoich czytelników - czy np. dziesięć lat temu publikowali dość regularnie Dukaj, Orbitowski, Szostak, Guzek, Zbierzchowski? Pojawiały się książki aspirujących do odgrywania ważnej roli Cetnarowskiego, Małeckiego, Skalskiej, Olejniczaka? Za jakiś czas doczekamy się pewnie zbiorku Miszczaka i Nowaka (nie piszę o Piskorskim i Protasiuku, bo ich nie czytałem, a jedynie słyszałem na ich temat wiele pozytywnych opinii). Wszystkich ich zauważają i wydawcy i czytelnicy. Dominacja FS stanowiła tylko etap przejściowy, tak jak etapem przejściowym była niegdyś dominacja (a właściwie monopol) Supernowej. Ilość wydawnictw publikujących fantastykę wzrosła, zaczyna coraz wyraźniej wyodrębniać się podział rynku (Powergraph ma np. plany wydawać fantastykę ambitniejszą, promować przede wszystkim SF, Fabryka skupi się chyba przede wszystkim na pulpie i debiutantach, Runa próbuje lawirować gdzieś pomiędzy powieściami "łatwymi" a ambitniejszymi). Sytuacja normalnieje. Ćwiek także nie rozpocząłby swojej blogowej akcji, gdyby nie miał już zabezpieczonych jakichś "z góry zaplanowanych pozycji".
-
Gość: Przewodas, 109.243.58.*
2010/01/12 08:21:26
Uwaga o poranku, mądrzejszym od wieczora:

Jeżeli jakiemuś wydawcy opłaca się wydawać słabe książki i słabych autorów ("literaturę popularną", jak mawia Brzezińska), to automatycznie na wroga publicznego numer jeden wyrastają recenzenci, którzy piętnują słabiznę i zawyżają poziom pulpy podnosząc poprzeczki. A potem jeszcze autorom książek dobrze recenzowanych trzeba płacić wyższe honoraria, a zwroty cieniasów oddawać na przemiał - same straty! Lepiej dla wydawców by recenzenci głaskali autorów po główkach, wszystkich po równo.
Czy już teraz widać logikę systemu, który ukształtował się w branży SF w ostatniej dekadzie?

Swoją drogą wyjaśnia się skąd Fabryka Słów wzięła kasę na kupno SFFH - z honorariów swoich autorów. Jakub Ćwiek, Jacek Komuda i inni zostali szczęśliwymi współudziałowcami poczytnego miesięcznika, w którym mogą drukować za pół darmo, a cieszyć się nie chcą...

Ciekawe kto następny by zrobić Przewodasowi na złość wyrzuci do śmieci swój portfel z całą zawartością?
-
Gość: Przewodas, 109.243.58.*
2010/01/12 08:43:47
Agrafek, Ten wysyp "obiecujących autorów" świadczy bardziej o zapaści branżowej krytyki niż wyroju młodych talentów. Weźmy takiego Orbitowskiego - facet potrafi się ładnie wszędzie wkręcać, ma dużo kumpli i znajomości, które go promują, ale jego książki wyraźnie "nie chwytają", kolejne przemijają bez echa. Ba, podobno nawet (plotka branżowa) powodują katastrofy w kasach wydawców.
Coś jest z prozą Orbitowskiego nie tak, a nie ma krytyka, który by to zbadał.

To samo z resztą wymienionych autorów - słyszę więcej o nich, niż o ich dziełach. Najpierw mówi się Wiedźmin, a potem Sapkowski. Względnie: "Sapkowski jest autorem Wiedźmina", a nie "Sapkowski jest autorem aspirującym do odgrywania ważnej roli". Ty Agrafek zapodajesz slangiem marketingowym do starego wróbla. Daruj sobie bo pomyślę, żeś agent FS lub pożyteczny idiota.
-
2010/01/12 12:12:36
Przewodas: "Ty Agrafek zapodajesz slangiem marketingowym do starego wróbla. Daruj sobie bo pomyślę, żeś agent FS lub pożyteczny idiota."

Chyba żaden z wymienionych przeze mnie autorów nie publikuje w FS:). Orbitowski, owszem, wydał tam dwie powieści, ale na dalszą współpracę się nie zanosi - w zapowiedziach go nie ma.
Jest za to coś w tym, co piszesz o "autorach swoich powieści". Sapkowski rzeczywiście padł poniekąd ofiarą sukcesu Wiedźmina, podobnie jak Grzędowicz "Pana Lodowego Ogrodu". Trudno unieść taki sukces, tym bardziej, że rynek wymaga zwykle "więcej tego samego", co dobrze się sprzedało. Ty chyba też miałeś podobny problem - istniało ryzyko, że do końca życia zostaniesz "autorem Noteki". Dlaczego tak się dzieje? Bo krytycy nie rozmawiają o polskiej fantastyce prawie wcale, więc i szerszego, krytycznego spojrzenia brak. CzF wychodzi raz na kwartał i większą jego część zajmują rozważania nad twórczością zagraniczną, ewentualnie wywiady z rodzimymi twórcami bądź fandomitami, często zresztą prowadzone raczej płytko, jakby przeprowadzano je do np. "Pani domu" (są wyjątki). NF woli się skupiać na tematach poświęconych fantastyce zagranicznej, publicystyka w SFHiF opiera się na felietonach na tematy dowolne, nieczęsto mające coś wspólnego z literaturą. Co pozostaje? Jeśli darujemy sobie trudno dostępne zimy chyba tylko sieć. Portali fantastycznych jest bez liku, trudno śledzić je wszystkie. Można za to wskazać ze trzy, cztery wiodące fora dyskusyjne - część pisarzy ich unika, jedni zasłaniają się nieznajomością internetu, inni kryją się niechęcią do mitycznej anonimowości, czy internetowej agresji, Tobie przeszkadzają modzi. Krytyków - fachowców - na forach prawie nie uświadczysz. Kto więc tam wyrabia opinie o literaturze? Znów czytelnicy.
O zapaści branżowej krytyki mówi się powszechnie, bo też rzeczywiście brak fachowych wypowiedzi krytycznych na temat fantastyki, choćby poza "gettem". Z drugiej strony, kto miałby się nimi zajmować? Domorośli krytycy, jakich można w sieci i pismach znaleźć dopiero się uczą. Z części z nich coś kiedyś będzie - nazwij to, jeśli chcesz, naiwnym optymizmem. Krytycy "głównonurtowi" fantastyką zajmują się raczej niechętnie, a kiedy już to robią wykazują się często nieznajomością tematu, bądź znajomością kończącą się na Lemie, względnie Dukaju. Ale i tu świta - nagroda Żuławskiego ma się w założeniach opierać na właśnie profesjonalistach. Od czasu do czasu temat podejmuje "Lampa" (lepiej), czasem "Polityka" czy "Przekrój" (gorzej). Te ostatnie pisma skupiają się jednak głównie na Dukaju i Sapkowskim, którzy... nie są dla polskiej fantastyki reprezentatywni, w tym znaczeniu, że znacznie odbiegają od tego, co i jak się w polskiej fantastyce pisze. Sapkowski może mniej, ale i on się oddalił od tego, co się dzieje i nie jest już tak przez fantastyczną brać pieszczony.
Tam, gdzie Ty (ale na przykład i Matuszek też, choć on więcej pisze o literaturze niż krytyce) widzisz zapaść, ja wypatruję zmian. Ty, zdaje się, wierzysz w rewolucję i starasz się ją pobudzać działaniami, ja ufam ewolucji. Owszem, powieści Szostaka, czy Huberatha mogą być niszowe - tak często dzieje się z ambitniejszą literaturą - jednak istnieją i na rynku i w odbiorze czytelniczym. O takiego Zajdla co roku dobijają się powieści i opowiadania średnie a nawet słabe, a jednak nagrodę (stanowiącą przecież plebiscyt czytelniczy, teoretycznie co roku powinien wygrywać go Pilipiuk) otrzymują rzeczy ambitniejsze. Może niekoniecznie wielkie wydarzenia literackie, ale jednak też nie pulpa.
-
2010/01/12 12:15:00
Tak się rozpisałem, że musiałem podzielić komentarz na dwa:).
Co do Orbitowskiego jeszcze - on bywa "trudny" w odbiorze, pisze zwykle o raczej paskudnawym świecie i paskudnych w nim czynach. Gdyby zrobił z tego kryminał, miałby szansę na karierę Krajewskiego (której pojąć nie mogę, prawdę mówiąc - ani to dobre kryminały, ani dobre książki). Ponieważ para się horrorem, z którego w Polsce popularny jest chyba wyłącznie King (piszący zresztą głównie łagodne i proste obyczaje, w które wrzuca diabły), to i drogę ma trudniejszą.
Co do wartości literackich jego (Orbitowskiego) powieści - możemy się pospierać. Ja widzę, że Orbitowski i zmaga się ze sobą i językowo jest co najmniej bardziej świadomy niż większość polskich młodych autorów fantastyki i potrafi posługiwać się (i nie boi się tego) większą rozmaitością środków wyrazu. Wszystko to splata w fabuły, których wstydzić się nie musi, choć wciąż jeszcze się uczy.
-
Gość: Przewodas, 109.243.58.*
2010/01/12 13:23:08
@ Domorośli krytycy, jakich można w sieci i pismach znaleźć dopiero się uczą.

Powiedz mi czego się uczą? Przykład "Creatio Fantastica" wskazuje jasno, że uczą się tupetu i bezczelności, którymi maskują skrajną niekompetencję, niekiedy wręcz grafomanię. Mogą sobie na to pozwolić, bo funkcjonują w środowisku, które ich nie tylko toleruje, ale na dodatek głaszcze po główkach.
Dawno już nie spotkałem człowieka tak nieporadnie władającego piórem jak Emil Strzeszewski. (Bywało to częściej w latach 1996-2000 gdy redagowałem rubrykę warsztatową "Mówmy Prozą" dla "Cogito" i zapełniałem wypocinami takich osobników ze dwa kosze tygodniowo). Spasiewicz jest niewiele od Strzeszewskiego lepszy, a mimo to, dzięki fandomowej sitwie mogą obaj brylować na konwentach, "patronować medialnie" (o czasy i obyczaje!), pozować na "twórców kultury" i opowiadać wszystkim wokół, że moja krytyka ma charakter wyłącznie subiektywny.

Dużo miejsca na dyskusje literackie jest w Lampie. PDW chętnie weźmie recenzje, przekrojowe analizy i polemiki artystyczne, tym chętniej że ostatnio brakuje mu rąk do pracy. Na dodatek płaci sumiennie i przyzwoicie. Pytanie kto się do niego zgłosi np. z takim "Krajobrazem po marketingowej apokalipsie"...? No kto się bierze do roboty?!

Na mnie nie liczcie, bo już mam zamówień na powieści do końca tego roku. W CzF już mnie nie zobaczycie. Orbitowski by mógł, zwłaszcza że w Lampie jest stale obecny, ale on woli z Urbaniakiem nieistotne pierdafony wypisywać. Nie wiem czego Orbit się uczy.
-
Gość: Przewodas, 188.33.135.*
2010/01/13 11:33:47
Agrafek
@ Ty, zdaje się, wierzysz w rewolucję i starasz się ją pobudzać działaniami, ja ufam ewolucji.

Właśnie tak się zadumałem jak to jest - mam 44 lata i energię by robić rewolucje, rozwalać sitwy, wojować z moderatorami etc., a ludzie o pokolenie ode mnie młodsi pogrążają się w konformizmie.

Twoja ewolucja, Agrafek, przebiega w dół. Szczyt był w 2000 roku, gdy ukazała się książka krytyczna Pawła Dunin-Wąsowicza "Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia brulionu wobec rzeczywistości III RP", gdzie polska fantastyka omawiana jest na równych prawach z głównym nurtem (pierwszy i jedyny taki przypadek!). Wtedy jednak było co omawiać i porównywać. Polska SF miała dużo do powiedzenia i umiała opowiadać, ale wkrótce potem stała się gettem literatury popularnej.

Początkiem katastrofy jest dla mnie założenie wydawnictwa Runa i manifest Brzezińskiej, że "fantastyka jest literaturą popularną", po którym zaczęło się drukowanie sieczki. Kim jest teraz Ewa Białołęcka, pierwotnie obiecująca i błyskotliwa pisarka-zajdlistka, po latach współpracy z Runą? Tandeciarą! Na dodatek już na wpół zapomnianą. Brzezińska Białołęcką wyżęła i wyrzuciła po użyciu.
(Ale to Przewodas wrogiem bo skrytykował książkę!)

Fandom okazał za głupi by przeciwdziałać manipulacjom Brzezińskiej, takim jak drukowanie w książkach Runy kart do głosowania na nominacje do Zajdla, co natychmiast spaczyło wyniki. Potem przyszła Fabryka Słów i zalało nas tsunami pulpy. Nagroda Żuławskiego okazała się niewypałem już w drugiej edycji, bo jak można doceniać dobre książki, skoro nie ma powodów by je pisać? Ani czytelnicy, ani wydawcy dobrych książek nie chcą i nie potrafią docenić.
-
Gość: Przewodas, 188.33.10.*
2010/01/17 00:02:38
Tak było:

Zasadniczy krok został wykonany dwa lata później, przy okazji publikacji krytycznego raportu na temat stosunku młodej literatury do społeczno-politycznej rzeczywistości odrodzonej Rzeczypospolitej. Oko smoka7 uznano w pierwszej chwili za krytycznoliteracki eksces. Dunin-Wąsowicz bulwersował, bo odrzucając najbardziej wpływowe tendencje literackie dekady, gloryfikował przyjaciół, podopiecznych oraz autorów politicial fiction. Bulwersował, bo lekceważącym milczeniem zbył wszelkie teoretycznoliterackie mądrości na temat realizmu i mimetyzmu, opowiadając się za naiwnym, najbardziej trywialnym rozumieniem przedstawienia literackiego. I właśnie to było jego siłą. Pisał Przemysław Czapliński: W pewnym sensie Dunin uświadamia, że aktualizacja treści czytanych książek i słuchanych piosenek jest najbardziej powszechnym nastawieniem odbiorczym. Tyle rozumiemy ze sztuki, zdaje się mówić Dunin, ile w niej jest terażniejszości

Słusznie odnotował w swym książkowym eseju Paweł Dunin-Wąsowicz (Oko smoka) pewien paradoks. Polityczne emocje są dziś obecne w polskim piśmiennictwie raczej w twórczości nurtu fantastycznego (Rafał A. Ziemkiewicz, Jacek Dukaj; skądinąd deklarujących swe sympatie do rozmaitych wcieleń konserwatyzmu) niż pisarzy (pisarek!) wiernych stylistyce choćby nieco zwietrzałego realizmu.
.
.
.
KIM JESTEŚCIE TERAZ ?
-
2010/01/20 09:13:26
Z premedytacją nie zabieram głosu w dyskusji.
Dodam jedynie, że intrygująco wygląda niepłacenie autorom w kontekście faktu, że:
"Za honoraria z moich książek zakupiłem dwie rzeczy, które są niezbędne szlachcicowi polskiemu. Pierwsza to koń, o którym pisałem. Druga to ziemia. Zostałem bowiem właścicielem, gruntu, a raczej spłachetka (niecałe 1,5 hektara) [...]"
Źródło
-
Gość: Przewodas, 188.33.132.*
2010/01/20 13:55:53
Daj Boże Komudzie konia! Będzie miał chłopisko jeszcze jednego partnera intelektualnego na swoją miarę.

Koń i 1,5 ha ziemi na zabitej dechami prowincji nie kosztują tak drogo, żebym i ja nie mógł sobie tego "zestawu małego szlachcica" z moich honorariów kupić. Podejrzewam, że koszty dojazdów i utrzymana tego zoologu wyniosą więcej.
Ja na miejscu Komudy, przeznaczyłbym oszczędności na zabezpieczenie bytu rodziny, zwłaszcza gdybym narzekał w niedawnych wywiadach, że wydawca zostawia mnie bez środków do życia...
statystyka