Blog towarzyszący do moich recenzji książek na portalu Paradoks.
piątek, 19 lutego 2010

Portal Paradoks przeżywa właśnie jakieś problemy techniczne, więc nie mogę zalinkować do mojej recenzji, ale można mi wierzyć na słowo, że ona tam jest. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jest :-) A poza tym teraz nastąpią spoilery z "Lashera". Osoby pragnące przeczytać recenzję tych dwóch książek zachęcam do klikniecia w linkę podaną wcześniej.

 

Lubię książki Anne Rice wbrew wszystkim i wszystkiemu. Ale to może nie tyle lubienie, co sentyment do wampirów. Człowiek był młody, to i wszystko się podobało. Teraz wiem, że styl autorki może odrzucać swoją pompatycznością i ozdobnikami. Tematyka cierpiących na długowieczność wampirów również nie każdemu podchodzi. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Anne Rice zapoczątkowała nowy trend w przedstawianiu nieumarłych. Teraz być może ludzkość cierpi z tego powodu pod wpływem "Zmierzchu" Stephenie Meyer, ale cóż, rozwoju nie da się zatrzymać nawet jeśli nie wszystkim podoba się kierunek tego rozwoju

Co mi przypomina, że Meyer całkowicie pominęła Anne Rice w swojej sadze. Jest to o tyle dziwne, że przecież Lestat wrósł w popkulturę. No może nie tyle on, co Louis z "Wywiadu z wampirem", ale wiadomo przecież o co chodzi. Gdybym ja pisała "Zmierzch"...

Zdziwiłam się, że Anne Rice napisała coś oprócz Kronik wampirów. Chodzi oczywiście o Sagę rodu Mayfairów. Pomijam milczeniem inne tytuły autorki. Podobało mi się w "Godzinie czarownic", że jest jakiś tam duch, który pomaga rodowi sprawiając, że staje się on na swój sposób potężny. Duch łączy czarownice sprawiając, że w pewnym momencie wydają się one zbliżone do wampirów w swej długowieczności. W "Lasherze" autorka odsłoniła karty. Okazuje się, że duch wcale nie jest odosobnionym przypadkiem, a należy do rasy odmiennej trochę od ludzi. Tak jakby przodkowie byli wspólni, ale ewolucja przebiegała inaczej. Tak to zostało opisane w książce. Jest to dla mnie rozczarowanie. Sądziłam, że Lasher jest duchem podobnym do tego, który wniknął w ciało Akashy. Wtedy można by mówić o spójności między seriami, zwłaszcza że autorka łączy je ze sobą za pomocą Talamaski. Fakt, że to połączenie jest dość dziurawe, bo jakim cudem Lestat i inne nowoorleańskie wampiry nie wyczuwały tak potężnej istoty jak Lasher i z drugiej strony, dlaczego Lasher nigdy nie namówił którejś ze swoich czarownic do zdobycia dla niego ciała wampira, skoro są pod ręką? Ale z drugiej strony jest spin-off łączący serie ściślej, a ja tego nie czytałam, więc nie wiem, co tam jest. Może to błąd, ale książki są dla mnie za drogie, więc...

Nie dokończyłam wywodu o tym, dlaczego Lasher jako osobna rasa mi nie pasuje. Chodzi o to, że ta rasa jest na tyle potężna,że bez problemu mogłaby wykończyć ludzi i do tego właśnie dąży Lasher. Tak naprawdę nienawidzi swoich czarownic, które nie dają mu tego, czego by chciał. Z drugiej strony twierdzi, że je kocha i w obu przypadkach nie kłamie. Nie podoba mi się, że Lasher z problemu lokalnego zamienia się w problem globalny. Dlaczego za każdym razem tak jest, że najpierw jakiś drobny kłopocik rozwija się, by potem zmuszać ludzkość do walki o przetrwanie? Według mnie zdecydowanie lepiej by było, gdyby Lasher pozostał kłopotem rodziny Mayfair.

Ponieważ jednak Lasher i jego córka giną, zastanawiam się, co będzie w następnym tomie o tytule "Taltos", co jest nazwą rasy, do której należy duch rodzinny. Czy okaże się, że jednak Lasher przetrwał, bo jego czarownice za bardzo go kochały w swej nienawiści?

Źle mi się czytało "Lashera". Za dużo tam było kobiecego cierpienia. Nie wiem, czy czekam na ostatni tom z niecierpliwością.

statystyka