Blog towarzyszący do moich recenzji książek na portalu Paradoks.
czwartek, 03 czerwca 2010

Kilka recenzji pojawiło się od ostatnich czasów, więc warto chyba napisać coś zanim pojawią się następne cztery.

O „Profesjonalnym zwierzołaku” Czernajej i Bielanina oraz „Siedlisku” Cichowlasa i Kyrcza już trochę pisałam, więc raczej więcej pisać nie będę.

Przyjemności z czytania dostarczyły mi „Eremanta” Joanny Skalskiej oraz „Zoroaster” Rafała Dębskiego, ale to były inne poziomy przyjemności. „Eremanta” wciąż mi się podoba i nie dopuszczam do głosu odmiennej wersji wydarzeń. Ta książka po prostu tańczy po uczuciach czytelnika, robi tam piruety i czasem nawet podskoczy.

Zazwyczaj czytam recenzje innych czytelników, żeby zobaczyć, czy odkryli w książce coś, co ja być może przeoczyłam. Wielką przyjemność sprawiła mi lektura tekstu „My, obcy” autorstwa Pawła Czerwca. Chciałabym pisać takie recenzje, ale nie można mieć wszystkiego. Jedni to mają, ja akurat nie. Nie wiem oczywiście na ile moje zdanie o tej recenzji nie jest skrzywione przez fakt, że mam podobne odczucia względem „Eremanty”. Z drugiej strony pojawia się u mnie pewien niepokój wynikający z formy jaką wykorzystał Czerwiec. Bo nie ukrywa swojego emocjonalnego podejścia do książki. Intrygująca kwestia. Warta przemyślenia. Zwłaszcza jeśli trafi się do recenzowania książka, która ewidentnie jest słaba albo przykładowo porusza tematykę obrzydliwą dla recenzenta. Mnie na przykład zniesmaczyły fragmenty „Potępieńczej gry” Clive'a Barkera czy „Lashera” Anne Rice. Nie pisałam o tym w recenzjach (przynajmniej nie przypominam sobie o tym), bo wychodziłam z założenia, że to są tylko moje odczucia i innych czytelników te tematy mogą w ogóle nie obrzydzać. Jak tu pisać recenzje?

„Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu” Rafała Dębskiego to była książka, na którą czekałam i która przeczytałam bardzo szybko, chociaż ta druga kwestia nie jest akurat wyznacznikiem niczego, bo ja ogólnie szybko czytam. Niby było miło, ale jednak się rozczarowałam. Najwidoczniej za bardzo wygórowane miałam oczekiwania. Pewnie przez to oczekiwanie. Zastanawiam się, czy po prostu Rafał Dębski nie jest lepszy na krótszych dystansach. Od razu przypominają mi się „Łzy Nemezis” i dziwnie rozłożona akcja, ale to przecież debiut, więc trudno oczekiwać dzieła sztuki. Natomiast „Zoroaster” to najnowsza książka i wyobrażałam sobie, że po prostu będzie w niej coś więcej. Wydaje mi się, że autor zabawił się w niej konwencją kryminału i niestety z tej zabawy dla mnie osobiście nie wynikło nic nowego. Wiem, że w obecnych czasach trudno w ogóle spodziewać się nowości, ale cóż, naiwna jestem ;-) Natomiast obcy byli bardzo fajni. Niemniej jestem skłonna nadal udzielać Rafałowi Dębskiemu kredytu zaufania. Czekam na nowe teksty.

O „Taltosie” Anne Rice nic nie będę pisać. Muszę to sobie poukładać w kontekście całości. Korci mnie tylko przeczytać jeszcze crossover do Kronik wampirów (Merrick, Posiadłość Blackwood, Krwawy kantyk). Niestety albo stety wychodzi to dość drogo, więc raczej nie przeczytam.

Pozostał mi „Rhezus” Róży Jakobsze, który w sumie nie zasługuje na baty jakie gdzieniegdzie obrywa, ale też nie jest zbyt mocno wyróżniającą się książką. Taki średniak do poczytania. Nie przepadam za ocenianiem książki po fragmencie, ale co zostaje człowiekowi, który ma setki powieści do wyboru, a tylko kilka może kupić? Zresztą sama się już w ten sposób przejechałam przy okazji Stefana Dardy i jego „Domu na wyrębach”. Nie jestem agentką Róży Jakobsze, nie będę walczyć, prostować i namawiać. Po to wydawca daje fragmenty, okładkę i blurby, żeby czytelnik wyrobił sobie zdanie. Moje zdanie po przeczytaniu książki jest raczej średnie, w dolnych granicach.

 

Preview na przyszłość: zaskakująco dobry jest drugi tom „Wielkiej księgi opowieści o czarodziejach”.

Postview z przeszłości: szkoda, że nie załapałam się na recenzowanie trylogii Dariusza Domagalskiego.

A może by się tak zapisać do biblioteki? Warte przemyślenia.

statystyka