Blog towarzyszący do moich recenzji książek na portalu Paradoks.
środa, 06 stycznia 2010
Poprzedni wpis zakończyłam dość dramatycznie, ale jakoś nikt nie dał się sprowokować. Nikt nie zakrzyknął "Jak możesz!!!111 Jest przecież... (tu wstawiamy nazwisko uwielbianego autora lub uwielbianą książkę uwielbianego autora)!" No cóż, jak mi się zdaje trochę się pospieszyłam z tym twierdzeniem.
poniedziałek, 28 grudnia 2009

W portalu Paradoks pojawiła się kolejna moja recenzja, co oznacza, że jeśli ktoś ma ochotę o niej podyskutować, to nie ma sprawy, zapraszam.

 

Co tym razem nie zagrało?

Przede wszystkim brak związku emocjonalnego z którymś z bohaterów. Rozumiem, że spowodowane jest to konstrukcją powieści przyjętą przez autora. W takim razie autor sam jest sobie winny, że ja nie mogę wczuwać się w żadnego z jego bohaterów.

Nie zagrało poplątane z pomieszanym przez większą część książki. Motywy i bohaterowie wyskakują znikąd i lecą donikąd, by dopiero pod koniec wywołać na ustach zduszone: o! To, że z tego „o!” za wiele nie wynika, to już inna sprawa. Bo co wynika z powtórzenia sceny Julii i Łucji?

Bardzo nie zagrało to, że wiedza o Wykonawcach i wampirach nie przetrwała do teraźniejszości. To znaczy wiedza o wampirach jest, ale na „naszym” poziomie, czyli folklor i popkultura.

 

Zagrała za to scena łóżkowa ściągnięta z „Amelii”.

Zagrało opowiadanie „Wykonawca”, w którym autor zapoznaje czytelnika ze stworzonym przez siebie zakonem. Wprawdzie nie wiadomo, o co chodzi z istotą z gwiazd, ale muszę przyznać, że wcale nie muszę wiedzieć wszystkiego, a opowiadanie i tak stanowi ciekawą całość.

 

Cóż, miało być lepiej.

 

P.S. Czy jest jakaś książka, którą przeczytam i stwierdzę (prawie bez zastrzeżeń), że jest super?

piątek, 18 grudnia 2009
Na wypadek, gdyby ktoś chciał napisać coś o recenzji mojego autorstwa, która została umieszczona na Paradoksie, albo po prostu podyskutować o danej książce, postanowiłam robić wpisy w okolicach czasu, gdy recenzja zostaje zawieszona na stronie portalu. Tam niestety nie ma powiadomień o komentarzach, więc czasem przypadkiem tylko zauważam, że ktoś coś napisał. Tutaj żaden komentarz mi nie umknie.
niedziela, 06 grudnia 2009

Kiedy spojrzałam dziś na listę książek, które można zrecenzować, okazało się po krótkim przeglądzie o czym mniej więcej są, że większość z nich to książki mało pozytywne. Opisują dziwne światy pełne przemocy, szarości życia i innych brutalności.

Swego czasu Agnieszka „Achika” Szady napisała ciekawy tekst na ten temat.

Wydaje mi się, że korzystanie ze schematów może wystąpić w każdym gatunku literackim. Romanse na przykład też z pewnością pisane są schematami i wtedy czytelniczka wie, co sobie wyobrażać. Tak więc motyw wymieniony przez Achikę, a polegający na ułatwianiu sobie pisania przez wykorzystanie tych schematów nie przemawia do mnie za bardzo. Bardziej widzę skłonność do obrzydliwości w negatywnym spojrzeniu na świat. „Piszę to co chciałbym czytać” powiedział swego czasu Jakub Ćwiek, więc jeśli inni autorzy nie poczują się urażeni mogłabym przełożyć te słowa na nich* i stwierdzić, że piszą o tym, o czym chcieliby czytać. Czyli o obrzydliwościach. Dlaczego jednak pociąga przemoc i niemoc ofiar? To już pytanie do psychologów, ja nie czuję się na siłach na nie odpowiadać.

Achika wspomniała, że pisanie tylko o negatywnych stronach życia jest zakłamaniem rzeczywistości. Tak samo byłoby w przeciwną stronę, czyli pisanie tylko o radości jest fałszowaniem. Jako przykład przychodzą mi na myśl jedynie bajki dla dzieci.

Jak mam jednak zaklasyfikować książki typu przygody Wędrowycza Pilipiuka, czy „Zawód Wiedźma” Olgi Gromyko**? Starają się mnie rozśmieszyć, przedstawiając niezbyt pozytywne przygody. Przeczytać i zapomnieć?

 

Postuluję pisanie książek pozytywnych, bo świat jest teraz jesienny szaro-bury, a niedługo nawet będzie biało-bury. Więcej barw, szanowni autorzy, ale nie przesadzajcie z czerwienią, fioletem i zgniłymi kolorami.

Źródło listków

*Bo wiadomo, że nie należy książki przekładać na autora ;-)

**Nie mogę przebrnąć przez pierwszy tom i chyba sobie odpuszczę.

środa, 02 grudnia 2009

Jak widzę nie tylko ja mam pewne negatywne przemyślenia względem nagrody im. Żuławskiego. We wstępniaku do grudniowego numeru NF Paweł Matuszek zgromił werdykt, uznając uzasadnienie za internetowe. To tak w skrócie myślowym. Coś w tym jest. Mnie nie pasuje zwycięstwo Rafała Kosika i jego „Kameleona”. Liczę na to, że w przyszłości ten autor być może napiszę książkę, która rzeczywiście zasłuży na takie wyróżnienie. Ale niech nagroda nie dewaluuje swojej wartości już na samym początku.

„Kameleon” dostał nagrodę im. Zajdla i tak mogło zostać, bo Zajdel jest w tym przypadku - przynajmniej według mnie - bardziej na zachętę. Od „nagrody specjalistów” wymagam czegoś więcej. Swoją drogą szkoda, że nie można komentować wszystkiego, co znajduje się na stronie nagrody, a dokładniej chodzi mi o salon. Być może w przyszłości to się zmieni. Z drugiej strony, kto miałby odpowiadać na ewentualne komentarze? Andrzej Zimniak, wywiadowany autor, opiekun strony? Bo rozmowa bez rozmowy mnie wcale nie interesuje. Coś jak na blogu Mariusza Kaszyńskiego. Tyle że jego i innych autorów „zachęcanych” przez Runę do prowadzenia bloga można usprawiedliwiać faktem, że zostali „zachęceni”, mimo że być może wcale tego nie chcieli.

Swoją drogą Paweł Matuszek przestał być redaktorem NF. Również przyłączę się do opinii, że szkoda tego odejścia, bo pod jego kierownictwem... i tak dalej. Zobaczymy, co zrobi następca. Zastanawia mnie szybkość z jaką wydawnictwo znalazło zastępstwo dla Matuszka. Tak jakby mieli na etacie w trybie standby kilku ludzi gotowych w każdej chwili do przyjęcia jakiegokolwiek zadania. Tak czy inaczej zobaczę, co zrobi Kamil Śmiałkowski i czy jego prowadzenie pisma spodoba się wydawnictwu na tyle, że odwoła przydzielonego „opiekuna”. Kto wie, może nawet kupię styczniowy numer? Albo następny.

Wyszła książka Jarosława Grzędowicza. Jeszcze nie posiadam, ale zapewne sobie sprawię, żeby dowiedzieć się, jak autor pociągnął akcję. Głębszych treści się nie spodziewam.

W grudniowym numerze NF nie pojawił się tekst Jakuba Nowaka, czyli rację miał jednak nosiwoda i następnego opowiadania należy się spodziewać w dalszych terminach. Combo breaker ;-)

A minogów nadal niet. W związku z tym pozostaje makrela wędzona.

poniedziałek, 30 listopada 2009
Czy zdezelowany amerykański okręt podwodny jest w stanie wyprowadzić w pole całą rosyjską Flotę Północną? Czy kobieta na pokładzie przynosi pecha? A dwie kobiety? Bond, Larry Bond odpowie na te i inne pytania w powieści „Niebezpieczny akwen”.
poniedziałek, 16 listopada 2009

Tu miał być wpis o „All secrets”, ale zmieniłam zdanie. Napiszę tylko, że dziwi mnie milczenie źródeł fandomowych na temat tego filmu. Ja wiem, że ktoś mógłby stwierdzić, że film nie ma zbyt wiele wspólnego z „Czarnymi oceanami”, ale czy pojawiła się jakakolwiek wzmianka o nim, poza informacją na stronie Jacka Dukaja?

Trafiły do mnie dwie książki do recenzowania. Bardzo dobrze, bo jakaś duża przerwa mi się w recenzjach trafiła. Ale nastąpiła u mnie pewne konfuzja po przeczytaniu tych dwóch pozycji, bo byłam do nich nastawiona pozytywnie, ale po wymianie kilku komentarzy z Przewodasem zaczynam się nad nimi poważnie zastanawiać.

A teraz z innej beczki.

Nagroda Żuławskiego została przyznana, wręczona na Falkonie. Właśnie przejrzałam regulamin nagrody i widzę, że mogło być inaczej w tym roku. Podobno w wystąpieniu i w kuluarach pojawiła się opinia profesora Smuszkiewicza, że zwycięski „Kameleon” Kosika nie jest książką wybitną, ale najlepszą w danym roku. Jest w regulaminie odpowiedni punkt na taką okazję § 2, pkt 3:


Jury może w danym roku zrezygnować z przyznania Głównej Nagrody, Wyróżnień oraz Nagrody Specjalnej. Nagroda Specjalna przyznawana jest tylko za utwór uznany przez Jury za wybitny.

I już, po kłopocie.

Gdyby można było zerknąć na laureatów nagrody z perspektywy kilku lat, czy wtedy można by uznać, że wszyscy są z tej samej ligi?

Z rzeczy nie związanych z powagą, mogę z dumą (?) stwierdzić, że z listy elektorów kojarzę - nie znaczy, że znam - 15 osób. Mój osobisty nic nie znaczący wynik znajomości fandomu.

Swoją drogą podziwiam zapał Andrzeja Zimniaka. Pamiętam z jakim sceptycyzmem na początku podchodzili do pomysłu nagrody czytelnicy fantastyki (to taki bezpieczny termin). Obecnie nagroda jest, powoli nabiera rozpędu, a inicjator stara się teraz utworzyć wokół niej pewną społeczność poprzez otworzenie salonu. Mnie tak naprawdę nagrody interesują o tyle, że sprawdzam, czy opinia jury pokrywa się z moją. I tyle. Na razie nie ma zaskoczeń. Oczywiście poza kwestią taką, że „Kameleon” nie zasłużył na nagrodę, chociaż na wyróżnienie już tak. Ale nie powinnam zabierać głosu, bo nie znam wszystkich tekstów.

Sama gala przyznania nagrody na Falkonie była... smutna. To chyba dobre określenie. Andrzej Zimniak może i jest wspaniałym człowiekiem, ale na prowadzącego się nie nadaje. Nie przedstawił na początku osób siedzących za biurkiem. Nieporadnie ukrywał niechęć (?) względem zespołu muzycznego, który występował podczas gali. Fakt, że zespół był odrobinę niedobrany pod względem repertuaru do tego jakiego rodzaju była nagroda... Nie dało się poszukać kogoś grającego muzykę elektroniczną? Byle nie techno.

Przede wszystkim błędem jest rozdzielanie ogłaszania wyników i wręczania nagrody. Po co ktoś ma przychodzić na to drugie skoro wie, że nie dostanie nagrody? Jeszcze mniej osób i nagroda stanie się kameralna. Ma być profesjonalna, ale nie kameralna. To nie jest jednoznaczne.

Marudzę, ale według mnie dało się to lepiej zrobić. Zaproponować prowadzenie komuś, kto jest w temacie, ale potrafi porwać za sobą tłum. Może niekoniecznie Jakub Ćwiek, ale przecież musi być w fandomie przychylnym nagrodzie im. Żuławskiego ktoś, kto potrafi prowadzić spotkania. Do tego połączenie ogłoszenia wyników z wręczaniem nagród. Do tego dobrze przygotowana prezentacja/slajdy i już zaczyna się robić przyjemnie. A tak to myślałam, że zasnę.

Sądzę, że gdyby w przerywnikach wystąpiła Lady Gaga, sala nie świeciłaby pustkami ;-)

A teraz biorę się za czytanie salonowych wpisów.

czwartek, 05 listopada 2009

Niedawno przypadkowo przypomniała mi się Magdalena Kozak. Przypomniało mi się też, że swego czasu była mocno promowana przez Fabrykę Słów, już to tapetami, już to gadżetami dodawanymi do książek. Z tymi tapetami, to teraz żadna nowość, ale wtedy... wtedy to były dopiero początki tapetowania. Chyba. W każdym razie Magdalena Kozak była na ustach ludzi, a przynajmniej portali, że o krótkiej telewizyjnej relacji ze ślubu nie wspomnę. Dodatkowo na każdym konwencie, czy spotkaniu autorskim pojawiali się jej fani w strojach z epoki. O ile się nie mylę jest to pierwszy polski przykład takiego fanowania. Oczywiście pomijam „Wiedźmina” Sapkowskiego, bo tam można się było przebrać za Geralta i... za Geralta. W przypadku Nocarzy i Renegatów wszyscy mogą się przebrać tak samo i nie ma obciachu, że wyglądają jednakowo. Okazało się też, że na konwentach skądinąd fantastycznych można się dowiedzieć, jak obezwładnić przeciwnika, jak to jest z odbezpieczaniem glocka i tym podobne. Wszystko w imię realistycznego pisania powieści fantastycznych.

Nie, nie jestem złośliwa. Obserwuję z zaciekawieniem rozwój nowych tendencji w fandomie. To forma RPGów, czy LARPów, tyle że bardziej widoczna na konwentach niż ukrywające się w wydzielonych miejscach elfy, piraci i żołnierze kosmosu.

Tak czy inaczej zaciekawiło mnie milczenie Magdaleny Kozak. Jeśli Wikipedia nie kłamie, to nie widać w tym roku autorki. Pomijam fakt, że jeszcze może się pojawić, bo rok nie skończony. Zaciekawiła mnie jednak informacja o tym, że zespół Closterkeller nagrał w 2008 utwór pod tytułem „Nocarz” na „Nocarzu” wzorowany. Czy tylko mi się wydaje, czy też nie informowały o tym ciekawym crossoverze media fandomowe? Jeśli to prawda, to jest to drugi przykład takiego milczenia. O pierwszym napiszę wkrótce.

 

 

Niestety albo stety nie jestem fanką muzyki, którą reprezentuje Closterkeller, w związku z czym chciałam zrozumieć, o czym śpiewają. Na stronie zespołu nie ma wciąż tekstu piosenki, nie ma w ogóle tekstów z tamtej płyty. Ekhem, to by było tyle jeśli chodzi o obecność zespołu w internecie. Ale udało mi się znaleźć tekst. Jest na temat, tyle mogę stwierdzić jako była czytelniczka „Nocarza”. O utworze nie będę się wypowiadać, bo jak pisałam wyżej, nie są to moje klimaty.

Wniosek płynący z tej notki: Czy media fandomowe (pomijając strony autorów) widzą wszystko, co dzieje się w fandomie? Część z nich przecież ma dział muzyczny.
Drugi wniosek: Kiedy pojawi się nowa książka Magdaleny Kozak?
No dobrze, to nie są wnioski, ale takie pytania sobie zadaję na koniec tej notki.

Proszę się nie sugerować tytułem notki. Ja wcale nie domagam się od autorki kontunuowania serii jeśli uznała, że to koniec.

niedziela, 18 października 2009

Jak wiadomo kobiety są zmiennymi w swych osądach. Poza tym chcą być bardzo wyemancypowane, ale ponieważ punkt pierwszy, to chcą być też rozpieszczane i otaczane opieką męskiej części społeczeństwa. Prawdą jest, że mój feminizm kończy się na hydraulice, elektryce i innej mechanice. Dlatego domagam się kwiatka.

Skoro żaden z panów nie załapał sugestii, to sama sobie daję kwiatka :)

Źródło kwiatka

środa, 14 października 2009
Sprawa sama w sobie nie należy do najświeższych, bo książka jest z 2005 roku, w te wakacje wznowiona, zapewne na okazję mającego się pojawić przed Świętami trzeciego tomu. Swoją drogą smutno trochę, że po takich wielkich oczekiwaniach na tom drugi, trzeci już nie wzbudza gorących emocji. Z czego wniosek, że drugi nie spełnił oczekiwań czytelników. Ale o co mi chodzi?
statystyka